PL
Pracuję w restauracji „Bursztynowa" przy Placu Wolności w Poznaniu już jedenaście lat, głównie na zmianach wieczornych, kiedy sala pełni się gośćmi na kolację i cichymi parami, które przyszły
Stanisław Kubik nie umiał podpisać się inaczej niż drukowanymi literami — „S. KUBIK", każda litera jak sztachetka w płocie. Kiedy do urzędu gminy w Czarnym Dunajcu przychodziło jakieś
Nazywam się Halina Wróbel, mam sześćdziesiąt trzy lata i od trzydziestu ośmiu prowadzę sklep spożywczy na rogu ulicy Polnej w Sokółce, tuż przy drodze na Krynki. Piszę to,
Krystyna Wolska pachniała zawsze tak samo: mokrym tynkiem, kredą i odrobiną octu winnego, którym czyściła pędzle. W Toruniu, mieście, gdzie co druga kamienica ma pod tynkiem warstwę malowideł
Klucz do warsztatu Wiktora Wiktor Kraszewski pamięta dokładnie tamten piątek, bo właśnie tego dnia teściowa po raz ostatni ugotowała u nich w domu żurek — potem już nie
—Pan stracił syna. Ja straciłem oboje rodziców. Niech mi pan pozwoli pracować na tej ziemi, a może żadne z nas nie będzie już musiało zostać samo. Głos Marka
Nazywam się Tomasz Wieczorek, mam dwadzieścia dziewięć lat i pracuję jako stolarz w Lipnicy pod Grudziądzem. To ja jestem tym chłopakiem, o którym opowiadają na wsi, kiedy chcą
Nazywam się Robert Kowalik i przez jedenaście lat prowadziłem ochronę Damiana Wrony. Nie napiszę tu, czym dokładnie zajmował się mój pracodawca – powiem tylko, że ludzie w Poznaniu,
Kazimierz Drozdowski budził się o szóstej dziesięć. Bez budzika, bez wyjątków — organizm sam znał godzinę, odkąd pamiętał. Śniadanie o siódmej: dwie kromki, ser żółty, herbata bez cukru.
Dziś rano zapakowałam do bagażnika koc w szkocką kratę, ten sam, na którym Kuba spał przez ostatnie trzynaście lat, odkąd Wojtek przywiózł go z zaprzyjaźnionej owczarni pod Zakopanem.
