Dwoje gwiazd na Nowym Świecie: kto to był, wiedziała tylko ekipa dostawcza

Pracuję jako kurierka od sześciu lat i widziałam już niejedno na warszawskim Nowym Świecie, ale tamtego wtorku o jedenastej rano musiałam zejść z roweru i po prostu stanąć z boku, bo cała ulica była zablokowana taśmą. Miałam dostarczyć paczkę na Chmielną, więc każda minuta się liczyła, a tu nagle policjant w kamizelce macha ręką: objazd, proszę pani, tu kręcą film.

Przy przejściu dla pieszych, tym samym, gdzie zwykle stoi facet sprzedający obwarzanki, stała ekipa z kamerami na wysięgnikach, reflektory na statywach, jakieś płachty rozpięte nad chodnikiem, żeby światło było równe. Zatrzymała się cała kolejka taksówek i jednego autobusu miejskiego, kierowcy trąbili, ktoś krzyczał, że się spóźni na pociąg z Centralnego. A w środku tego całego zamieszania, na samym środku pasów, stała para: on w jasnobeżowej koszuli i granatowych spodniach, ona w powiewającej sukience w różowo-białe kwiaty, z chusteczką na ramionach koloru pudrowego różu. Całowali się. Nie raz, tylko chyba z dziesięć razy pod rząd, bo za każdym razem ktoś krzyczał „stop, jeszcze raz" i musieli wracać na pozycję wyjściową przy krawężniku.

Stałam może piętnaście metrów dalej, obok kiosku z gazetami, gdzie starszy pan sprzedawał bilety komunikacji miejskiej i żartował, że od rana ma najlepszy widok w mieście za darmo. Nie znałam tych ludzi z twarzy — nie oglądam za dużo kina, bardziej seriale wieczorem, jak już dzieci śpią. Ale kobieta obok mnie, w płaszczu przeciwdeszczowym, mimo że nie padało, szepnęła do koleżanki, że to chyba ta aktorka z tego filmu o zespole coverowym, no ten, gdzie śpiewa z Hugh Jackmanem. A facet w koszuli, mówiła, to ten hiszpański aktor, co grał w tylu poważnych rolach, że aż dziwne, że teraz robi za amanta na pasach.

Kobieta w sukience miała na nogach białe sandały na obcasie i chyba w pewnym momencie obcas wszedł jej między kostkę brukową a metalowy pasek przejścia, bo przez chwilę kulała, śmiejąc się, i ktoś z ekipy podbiegł z osłoną, żeby poprawić. Torebka w kolorze camel leżała odłożona na krześle reżyserskim, ktoś ją pilnował jak oka w głowie. Ten w koszuli miał eleganckie mokasyny, wypolerowane tak, że odbijało się w nich słońce, i za każdym ujęciem ktoś podchodził z chusteczką, żeby otrzeć mu czoło — bo było gorąco, sierpień w mieście to nie żarty, asfalt aż parował.

Ja stałam z rowerem, paczka w plecaku czekała, a kurier z innej firmy obok mnie zaczął nagrywać na telefon i mówił do słuchawki, że musi to wysłać żonie, bo ona to uwielbia, tego typu filmy, romantyczne, gdzie ludzie poznają się przypadkiem i potem piszą do siebie listy przez pół świata. Podobno to jakaś adaptacja książki o architektce krajobrazu i pisarzu, którzy się poznali w Paryżu i wszystko poszło fatalnie, a mimo to później korespondowali, wymieniali się przepisami pisanymi ręcznie. Tak przynajmniej tłumaczyła kobieta w płaszczu, która najwyraźniej znała się na tym lepiej niż ja.

Cała scena trwała może czterdzieści minut, chociaż z przerwami na przestawianie kamer i poprawianie makijażu ciągnęło się to ze dwie godziny. W pewnym momencie zaczęło kropić, ktoś krzyknął, że trzeba szybciej, bo światło się zmienia, i wtedy zobaczyłam, jak aktorka odsuwa się od partnera, mruży oczy w stronę reżysera i coś mu tłumaczy, gestykulując rękami, jakby chciała pokazać, jak dokładnie ma wyglądać ten pocałunek następnym razem. On tylko kiwał głową i się śmiał.

Kiedy w końcu puścili ruch, minęłam to miejsce jeszcze raz, wioząc paczkę z powrotem tą samą trasą, bo klient nie odbierał telefonu za pierwszym razem. Ekipa już składała reflektory, ktoś zwijał kable grubości ręki, a sprzedawca obwarzanków wrócił na swoje miejsce i miał uśmiech od ucha do ucha — mówił, że sprzedał w ciągu godziny więcej niż zwykle przez cały dzień, bo cała ekipa filmowa kupowała u niego śniadanie. Nie wiem, jak nazywa się ten film ani kiedy wejdzie do kin. Wiem tylko, że tego dnia spóźniłam się z dostawą o czterdzieści minut i że klient na Chmielnej wcale się nie zdenerwował, bo sam widział objazd w telewizji śniadaniowej, zanim jeszcze zdążyłam zapukać do jego drzwi.

Like this post? Please share to your friends:
Uniad
Leave a Reply

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!: