Nazywam się Tomasz Wardas, mam pięćdziesiąt trzy lata i od jedenastu lat prowadzę stadninę pod Grójcem, tam gdzie droga na Warkę skręca za żwirownią. Trzymam osiemnaście koni, głównie do rekreacji i hipoterapii, i to właśnie przy pracy z dziećmi z porażeniem mózgowym zobaczyłem coś, czego żaden podręcznik weterynaryjny mi nie wytłumaczył, dopóki nie znalazłem tego badania z Turynu.
Chodzi o klacz imieniem Rebeka i wałacha imieniem Cygan. Rebeka trafiła do mnie w 2019 roku od hodowcy spod Kozienic, który się jej pozbywał, bo była, jak to ujął, "nerwowa i nie do pary z niczym". Rzeczywiście, przez pierwsze miesiące nie dawała się dotknąć nikomu poza mną, a przy innych koniach w padoku trzymała się boku, uszy raz do przodu, raz płasko, jakby liczyła, kto ją zaraz ugryzie. Cygan stał w sąsiednim boksie od zawsze, spokojny stary wałach, dwadzieścia jeden lat, którego trzymałem właściwie dla towarzystwa młodszych koni.
Nie było żadnej wielkiej chwili, żadnego przełomu, który mógłbym opisać jednym zdaniem. Zauważyłem to po prostu w listopadzie, kiedy rano wsypywałem owies i zobaczyłem, że Rebeka stoi przy ogrodzeniu boksu Cygana z łbem opartym o jego szyję, a on gryzie jej grzywę, ona jego, na przemian, po kilka minut, bez pośpiechu. Robili tak codziennie rano, zanim jeszcze wyjąłem widły z obornika. Jakbym patrzył na dwoje ludzi, którzy piją razem kawę, zanim któreś z nich się odezwie.
Przeczytałem później o tym badaniu z 2019 roku, o którym opowiadał mi weterynarz, doktor Kwiatek, kiedy przyjechał zaszczepić stadko przeciwko grypie koni. Powiedział mi, że tętno konia potrafi spaść nawet o dwadzieścia procent, kiedy wzajemnie się drapią po karku, i że to nie jest przypadek, tylko coś, co ewolucja utrwaliła, bo takie zwierzęta żyją dłużej i mają mniej urazów od ugryzień. Zapytałem go wprost, czy to znaczy, że Rebeka i Cygan się przyjaźnią, a on się tylko uśmiechnął i powiedział, że słowo "przyjaźń" to nasza sprawa, nie koni, ale skutek jest ten sam, więc może nie warto się kłócić o nazwę.
To, czego doktor Kwiatek mi nie powiedział, a co zobaczyłem sam wiosną 2022 roku, było gorsze. Cygan zaczął chudnąć, kolka za kolką, aż w końcu lekarz z kliniki w Piasecznie postawił diagnozę, guz w jelicie, nieoperacyjny na jego wiek. Zdecydowałem się na eutanazję w kwietniu, w środę, kiedy dzieci ze szkoły w Górze Kalwarii akurat miały zajęcia hipoterapii, więc musiałem to zrobić wcześnie rano, zanim przyjechał autobus.
Rebeka stała w boksie obok przez cały czas, kiedy lekarz robił zastrzyk. Nie rżała, nie kopała w ściankę. Po prostu stała nieruchomo, z pyskiem wysuniętym maksymalnie przez kraty, tak blisko jak się dało. Kiedy Cygan już leżał, a my z pomocnikiem czekaliśmy na przyjazd firmy od utylizacji, Rebeka zaczęła odmawiać jedzenia. Nie owsa, nawet siana, przez trzy dni.
Wprowadziłem wtedy do stajni nowego wałacha, młodego, czteroletniego, kupionego od handlarza spod Radomia, licząc, że towarzystwo pomoże. Rebeka nie podeszła do niego przez dwa tygodnie. Kiedy w końcu zaczęła stać obok, nie kładła już łba na jego szyi tak, jak robiła to z Cyganem, tylko trzymała dystans, może pół metra, jakby to była jakaś umowa, której warunki ustaliła sama ze sobą.
Powiem szczerze, mnie ten epizod zmienił bardziej niż cokolwiek, co przeczytałem u tego belgijskiego naukowca od małp, którego nazwisko zawsze mi się myli. Nie dlatego, że nagle uwierzyłem, że konie czują dokładnie to samo co my. Tylko dlatego, że przestałem traktować padok jak zbiór osiemnastu sztuk inwentarza i zacząłem patrzeć, kto z kim stoi rano, a kto stroni, i planować przegrody w boksach tak, żeby nie rozdzielać par, które same się znalazły.
Teraz, kiedy przyjeżdżają do mnie rodzice z dziećmi na zajęcia i pytają, dlaczego akurat ta klacz jest taka spokojna przy ich synu, mówię im prawdę, że sam nie wiem do końca, gdzie kończy się instynkt, a zaczyna coś, co zasługuje na inne słowo. Ale wiem, że kiedy zakładam Rebece ogłowie na poranny trening, ona najpierw patrzy w stronę pustego teraz boksu po lewej, tego, w którym przez trzynaście lat stał Cygan, i dopiero potem pozwala się wyprowadzić.
