– Patrz, jak się wystroiła, – burknęła jedna staruszka. – Na pewno leci do jakiegoś kawalera. Ani trosk, ani zmartwień.

– Patrz, jak się wystroiła, – burknęła jedna staruszka. – Na pewno leci do jakiegoś kawalera. Ani trosk, ani zmartwień. Tylko rozrywki w głowie. – Masz rację, fruwają przez życie jak motyl. Niczego jej nie trzeba.

Ania poprawiła szminkę i spojrzała w lustro. Idealnie. Czas do pracy.

Wypadła z klatki schodowej i uśmiechnęła się do starszych pań siedzących na ławce. – Dzień dobry, babcie!

– Dzień dobry, dzień dobry, – pokiwały głowami staruszki.

Pomachała im ręką i zniknęła za rogiem bloku. – Patrz, jak się wystroiła, – burknęła jedna staruszka. – Na pewno leci do jakiegoś kawalera. Ani trosk, ani zmartwień. Tylko rozrywki w głowie. – Masz rację, fruwają przez życie jak motyl. Wystroi się, umaluje i szast-prast, w domu jej nie ma przez cały dzień.

Ania wysiadła z autobusu i szybkim krokiem ruszyła w stronę sklepu. – Ciociu Wero, dzień dobry! – przywitała sprzedawczynię. – Trochę się spóźniłam, ale proszę się nie martwić, szybko wszystko posprzątam. Przed otwarciem zdążę. – Wcale się nie martwię, – uśmiechnęła się sprzedawczyni. – Wiem, że jesteś solidną i sprawną dziewczyną.

Ania wzięła z zaplecza mop i ścierkę i zabrała się do sprzątania. – Dziś mam zajęcia do drugiej pary, – kontynuowała rozmowę. – Więc trochę odpoczęłam. – Właściciel zostawił ci dzisiaj więcej niż zwykle. Bardzo mu się podoba twoja praca. – Super! – ucieszyła się Ania. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale zadzwonił telefon. – Słucham. – Ania? – rozległ się męski głos. – Polecił mi cię Alek. Pilnie potrzebuję referatu o „Ułamkach łańcuchowych”. Cenę znam. Napiszesz? Musi być gotowy do poniedziałku. – Hmm, – zamyśliła się Ania. – Terminy są ciasne. Dobra, biorę się. Wyślij mi wszystko wiadomością i zadzwoń jutro wieczorem. – Jak ty wszystko ogarniasz? – zdziwiła się sprzedawczyni.

Po zajęciach Ania wsiadła do autobusu i pojechała do domu dziecka. – Dzień dobry, wujku Stefanie, – przywitała ochroniarza. – Widziałeś moją Zosię? – Siedzi na ławce od rana. Czeka na ciebie.

Ania rozejrzała się. Zosi nie zauważyła od razu. Dziewczynka siedziała sama, ze spuszczoną głową. Ania cicho podeszła i zasłoniła jej oczy dłońmi. – Zgadnij, kto to? – szepnęła delikatnie. – Ania! – krzyknęła dziewczynka i odwróciła się. – Kiedy mnie zabierzesz do domu? Już się zmęczyłam czekaniem. Bezb ciebie jest mi bardzo źle – oczy zaszły jej łzami. – Chcę być z tobą. Obiecałaś mi. – Nie płacz, kochanie, – Ania przytuliła siostrę. – Komisja jest w poniedziałek. Obiecali, że wszystko będzie dobrze. Mam dwie oficjalne prace i stypendium. Jak tylko załatwię opiekę prawną, ani minuty dłużej tu nie zostaniesz. Mama i tata pomagają nam z nieba. Patrzą na nas i cieszą się, więc ich nie smuć. Wytrzymaj jeszcze troszeczkę. – Dobrze, nie będę płakać – mruknęła Zosia, ocierając nosek. – Jeszcze trochę wytrzymam. Przyjdziesz jutro? – Przyjdę, kochanie, na pewno przyjdę – pocałowała siostrę. – Byłam już w przedszkolu, do którego pójdziesz. Pani jest bardzo miła. Na pewno ci się spodoba. Nie smuć się, siostrzyczko. Damy radę – spojrzała na zegarek. – Ojej, muszę już lecieć. Spóźnię się do pracy. Kocham cię. – Ja ciebie też – Zosia mocno się do niej przytuliła.

Ania wróciła do domu bardzo późno. Zrzuciła buty, umyła twarz, napiła się herbaty, otworzyła laptopa i zabrała się do pracy. Musiała napisać ten referat. Pieniądze były dobre, a teraz bardzo ich potrzebowali.

Ania i Zosia straciły rodziców trzy lata temu. Nie rozdzielono ich. Rok później Ania skończyła szkołę i wróciła do mieszkania rodziców.

Ale nie mogła tam mieszkać – wszystko przypominało szczęśliwe czasy. Wymieniła mieszkanie na inne, bliżej domu dziecka i siostry. Teraz jej największym celem w życiu było zabrać Zosię do domu.

Ania poprawiła usta, wygładziła bluzkę siostry i spojrzała w lustro. Wszystko w porządku. Mogły wychodzić.

Dziewczynki wyszły z klatki schodowej bez pośpiechu. Ania uśmiechnęła się do staruszek na ławce. – Dzień dobry, babcie! – Dzień dobry – powiedziała Zosia i chwyciła siostrę za rękę. – Dzień dobry, dzień dobry – pokiwały głowami staruszki.

Ruszyły w stronę najbliższego przedszkola. – Skąd nasza flirciara ma dziecko? – zdziwiła się jedna babcia. – Dziewczynka jest już całkiem duża. – Jasne skąd. Zaszła w ciążę jako młoda i ukryła przed rodzicami. Teraz pewnie ją zabrała – pokręciła głową druga babcia. – Czego się spodziewać? Motyl i motyl. Rano wyleci, wieczorem wróci. – Tak, zepsuta dzisiejsza młodzież. Tylko zabawy mają w głowach – zgodziła się sąsiadka. – Nie to co my za naszych czasów…

Minęło kilka miesięcy.

Zosia od dawna mieszkała w domu. Każdego ranka jadły razem śniadanie, szybko zbierały się w swoje sprawy, a wieczorem przy herbacie dzieliły się nowinami. Mieszkanie, które kiedyś wydawało się Ani puste i zimne, teraz wypełniło się dziecięcym śmiechem, rozrzuconymi kredkami, książkami i prawdziwym życiem.

Nie było łatwo. Czasem brakowało pieniędzy, czasem sił. Bywały noce, kiedy Ania zasypiała nad laptopem, a rano znowu biegła do pracy. Ale ani razu nie pożałowała swojej decyzji.

Pewnego ciepłego wiosennego dnia siostry wracały ze sklepu do domu. Przy wejściu, jak zawsze, siedziały te same staruszki.

Gdy zobaczyły dziewczynki, jedna z nich nagle wstała i nieśmiało powiedziała: – Aniu… Dużo o tobie rozmawiałyśmy. Nie zawsze dobrze. Wybacz nam. Nie miałyśmy pojęcia, przez co przechodzisz.

Ania tylko się uśmiechnęła. – Nic się nie stało. Nie wiedziałyście.

Staruszka zawstydzona spuściła wzrok. – Ale teraz już wiemy. Jesteś wielką młodą kobietą. Nie każdy dorosły potrafi wziąć na siebie taką odpowiedzialność.

Zosia mocniej ścisnęła dłoń siostry i dumnie spojrzała na babcie.

A Ania nagle zrozumiała prostą prawdę: to wszystko już nie miało znaczenia. Obce plotki, osądy i domysły zostały daleko w tyle.

Bo prawdziwego człowieka określają nie słowa innych, lecz jego czyny.

Czasem ci, których uważa się za lekkomyślne „motyle”, niosą codziennie na swoich skrzydłach taki ciężar, jakiego wielu innym nie udźwignąć.

Ania spojrzała w niebo i uśmiechnęła się. – Widzicie, mamo i tato? Dałyśmy radę…

I wydawało jej się, że gdzieś wysoko nad chmurami oni też uśmiechają się do niej w odpowiedzi.

Like this post? Please share to your friends:
Uniad
Leave a Reply

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!: