– Dlaczego tak się wystroiłeś? – zapytała zdziwiona żona. – Teraz nikt już takich fasonów nie nosi.

– Dlaczego tak się wystroiłeś? – zapytała zdziwiona żona. – Teraz nikt już takich fasonów nie nosi.

Wanda była w kuchni, gdy usłyszała, jak w sypialni, gdzie spał mąż, trzasnęły drzwiczki szafy.

– Obudziłeś się? – zawołała głośno, żeby usłyszał. – Chodź do kuchni. Nie jadłam śniadania, czekam na ciebie.

Mąż nie odpowiedział. Wanda poczekała chwilę, westchnęła z niezadowoleniem i poszła do pokoju.

Mąż stał przed lustrem ubrany w garnitur, który kupili dwadzieścia lat temu, gdy skończył czterdzieści lat.

– Dlaczego tak się wystroiłeś? – zapytała zdziwiona żona. – Teraz takie kroje już się nie nosi.

– Będzie dobrze… – Mąż kręcił się przed lustrem jak dziewczyna i o czymś z zamyśleniem myślał.

– Co, znowu macie jakieś przyjęcie w pracy? – spytała Wanda. – Pamiętaj, co mówili lekarze. Tobie absolutnie nie wolno pić. Ani kropli. Więc uważaj na siebie.

– Pamiętam, pamiętam – odparł obojętnie mąż. – Nie martw się, na tym wydarzeniu nie będę musiał nic pić.

– Co to za dziwne wydarzenie? – zdziwiła się Wanda. – Zebranie czy co?

– Coś w tym stylu… – kiwnął głową mąż.

– I w ogóle bez bankietu?

– No, dlaczego… Ktoś pewnie się napije.

– A ty?

– A ja będę patrzył.

– Akurat, tylko patrzył… – parsknęła Wanda. – Znam cię…

– Nie chcesz, to nie wierz… – wzruszył ramionami mąż. Potem pogładził brzeg marynarki i poprosił: – Wyprasuj mi go porządnie, dobrze?

– Dobrze. Na kiedy ci potrzebny?

– Jeszcze dokładnie nie wiem. Ale już niedługo…

– Niedługo to niedługo. No, przebieraj się i chodź na śniadanie.

– Dobrze…

Po pięciu minutach usiedli do śniadania.

Mąż dzisiaj był jakiś dziwny – ospały, zamyślony, nawet zmęczony.

– Dlaczego od rana jesteś taki? – nie wytrzymała Wanda. – Serce znowu dokucza? Czy po prostu źle spałeś? Zaraz zmierzymy ci ciśnienie, przyniosę aparat.

Chciała wstać, ale nie zdążyła. Położył dłoń na jej ręce i powiedział:

– Siedź. Nic mnie nie boli. Po prostu miałem zły sen.

– Jaki sen?

– Proroczy.

– I co ci się śniło?

– Może nie mówić? – westchnął ciężko i przeciągle. – Zły sen…

– No opowiadaj – spojrzała na niego Wanda jak na dziecko. – Wrażliwy mój…

– No dobra – kiwnął mąż. – Śniło mi się, Wando, że mnie… no… nie ma już. Rozumiesz? Że leżę… na tych… na taboretach, i mam na sobie właśnie ten garnitur… który przed chwilą mierzyłem. A wszyscy, którzy przyszli się ze mną pożegnać, patrzą i cieszą się.

– Cieszą się? – Wanda zmarszczyła brwi.

– Bo jestem elegancki. Garnitur im się podoba. A ja leżę… taki… niby nie oddycham, ale jakoś myślę: dobrze, że zachowałem ten garnitur. Dawno go nie zakładałem, ale czasem patrząc na niego myślałem, że właśnie w nim mnie położysz.

– Ty naprawdę tak myślałeś? – Wanda spojrzała na niego surowo.

– Naprawdę – kiwnął głową. – I teraz mówię: w nim, jak co, mam leżeć. Innego na mnie nie waż się zakładać. Zrozumiałaś? Więc ten sen nie przyszedł mi na darmo. Wiesz, że jak coś czuję, to się spełnia…

– No i męża sobie wzięłam… – Wanda zacisnęła zęby. – Potrafi od rana nastrój poprawić… Nagadał takich rzeczy, że zaraz można dzwonić i zamawiać pogrzeb…

– Nie zaczynaj, Wando – parsknął mąż. – Normalna sprawa, jak mąż z żoną o takich rzeczach rozmawiają. Sama mówisz, że serce mam nie najlepsze, a faceci u nas długo żyją. Nie zaczynaj. Ale zapamiętaj moje słowa co do garnituru… Dobrze?

– I tak zaraz zmierzymy ci ciśnienie. Na wszelki wypadek – powiedziała Wanda tonem nieznoszącym sprzeciwu, wstała, głośno odsuwając krzesło, wyszła z kuchni i szybko wróciła z ciśnieniomierzem.

Ciśnienie u męża było w normie.

– Mówiłem, że w porządku – powiedział wesoło mąż. Nagle się zaniepokoił i spojrzał w stronę kuchni. – Wyłączyłaś płytę?

– A co? – spytała zadowolonym tonem żona.

– Nie czujesz? Coś się pali…

– Czuję – uśmiechnęła się żona.

– To czemu się uśmiechasz? Coś stoi w piekarniku?

– Nieee… – uśmiech Wandy stał się jeszcze szerszy.

– To co się pali?

– Pewnie twój ukochany garnitur… – roześmiała się Wanda – na który tak liczysz…

– A ty co?! – krzyknął mąż, zerwał się z krzesła i jak pocisk poleciał do pokoju. Stamtąd dobiegł prawie jęk: – Wando! Po co postawiłaś włączone żelazko na marynarce?! Zrobiłaś to specjalnie?! Prosto na brzuchu wypaliłaś… Teraz już nigdzie tego nie założę!

– No i co, dostałeś garnitur na swoje przyjęcie?! – zawołała radośnie z kuchni Wanda. – Koniec! Nie ma w czym cię teraz kłaść. Będziesz musiał pożyć jeszcze ze czterdzieści lat. A on się zbiera… Ja ci się zbiorę… Ja ci się wystroję…

Wanda jeszcze długo się śmiała, patrząc na zdezorientowaną minę męża. A on stał pośrodku pokoju z wypaloną marynarką w rękach i mruczał coś pod nosem, ale nawet naprawdę się gniewać nie potrafił.

Minęło kilka dni, potem tygodni. Życie popłynęło swoim zwykłym torem. Kłócili się o drobiazgi, razem pili herbatę w kuchni, oglądali wieczorne wiadomości i zasypiali przy cichym szumie telewizora.

Ale po tamtej rozmowie Wanda zaczęła zauważać rzeczy, na które wcześniej nie zwracała uwagi.

Jak mąż co rano stawia dla niej kubek na stole, zanim się obudzi.

Jak niepostrzeżenie poprawia jej kołnierz płaszcza przed wyjściem.

Jak zawsze zostawia dla niej najsmaczniejszy kawałek ciasta.

I pewnego wieczoru nagle zrozumiała, że największy strach nie polega na tym, że kiedyś któregoś z nich zabraknie.

Najgorsze jest zapomnieć powiedzieć bliskiej osobie, jak bardzo się ją kocha, dopóki jeszcze jest na to czas.

Tamtego wieczoru Wanda bez słowa podeszła do męża, który siedział w fotelu z książką, objęła go za ramiona i przytuliła policzek do jego siwych włosów.

– Co ty? – zdziwił się.

– Tak po prostu – uśmiechnęła się.

A potem dodała:

– I kupimy nowy garnitur. Ale nie na to przyjęcie, o którym myślisz. Tylko na nasze złote wesele.

Mąż spojrzał na nią, bez słowa wziął ją za rękę i mocno ścisnął jej dłoń.

I po raz pierwszy od wielu lat siedzieli tak długo, bardzo długo, nie mówiąc ani słowa.

Bo prawdziwa miłość nie zawsze objawia się głośnymi wyznaniami.

Czasem żyje w porannej kawie, w starym przepalonym garniturze, w przyzwyczajeniu czekania na siebie do śniadania i w pragnieniu, by przeżyć razem jeszcze chociaż jeden zwykły dzień.

Like this post? Please share to your friends:
Uniad
Leave a Reply

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!: